sobota, 24 maja 2014

Targi Fit Expo & Fit Spotkanie.


23.05.-25.05. 2014 na Międzynarodowych Targach Poznańskich odbyły się Targi Fit Expo. 

Miałam okazję być na nich w piątek. 
Generalnie te targi to fajna sprawa dla osób, które prowadzą swoje kluby fitness, siłownie itp. 
Bardzo fajny nowoczesny sprzęt itp. Jednak ludzi było mało przynajmniej w piątek i w sumie obeszłam targi, porozmawiałam na kilku stoiskach, zebrałam ulotki dostałam szejker i tyle ;) 
















Na takiej bieżni to bym pobiegała... :)))







Przy tym stoisku z rolkami zatrzymałam się dłużej.
Sprawdziłam sobie jaka rolka by była dla mnie odpowiednia i Pan pokazał mi jak się na niej można rozciągać, jak również sama sobie popróbowałam. :)
Ogólnie zastanawiałam się ostatnio czy sobie jej nie kupić. ;) 





W sobotę odbyło się spotkanie Fit Blogujących.
O godz. 18:00 w Kulka Cafe :)
Na spotkaniu zobaczyłam się ponownie
z Pauliną I Love Fit 
i poznałam :
Patrycję Lekka Fitneska 
Kasię Kasiulkowy BLOG 

Spędziłyśmy miło czas przy kawie :) 


Kawa bananowa :D
Bananowa mania biegaczy... ;))





Taki upominek dostałam :)
Czy te książki oznaczają, że czas poczytać więcej o Triatlonie i pomyśleć o starcie? :D



Podsumowując:

+1 000 000 000  POZYTYWNEJ ENERGII :D



niedziela, 4 maja 2014

III ĆWIERĆMARATON MUZYCZNY 01.05.2014 PIŁA


Start 01.05.2014 godzina 17:00
Dystans 10,5km

 Pierwszego maja wystartowałam w III Ćwierć Maratonie Muzycznym w Pile. 

Od pierwszej edycji marzyło mi się wystartować w tym biegu.

Niestety do Piły kawałek drogi, pobudka 6:30.
Jem śniadanie, sprawdzam czy wszystko zabrałam, wychodzę z domu i jadę na dworzec. :)

Pierwszy raz nie kupiłam bieltu wcześniej, więc dostałam bilet bez gwarancji miejsca do siedzenia :(
Także koczowałam na korytarzu w pociągu przez 2h dobrze, że tylko 2!

I dojechałyśmy do Piły :)) 

Poszłyśmy odebrać pakiet startowy.
Po drodze spotkałyśmy Państwa z napisem na identyfikatorze "organizator",
więc spytałyśmy się jak dojść do biura zawodów. Każdy tłumaczył nam tak jakbyśmy znały Piłe!
"Tutaj zaraz jest", "Tam za chwilę"
My tylko odpowiadałyśmy, żeby konkretniej tłumaczyli, bo z Piły nie jesteśmy.
Dotarłyśmy do tego biura, które mieściło się w salonie Renault.
Odebrałyśmy pakiet bez większych problemów. 

Koszulka fajna, ale nie nadaje się do biegania.
Chip  zapięłam na nodze i przypięłam na agrafkę do skarpetki, bo był taki niepewny, obawiałam się, że mogę zgubić go na trasie.
Nie wiem po co mi próbka męskiego kremu :D
Wafle ryżowe dobra opcja, poza tym pełno zbędnej makulatury. ;) 

Poszłyśmy usiąść do parku i zjadłam obiad ;)
Niestety bieg był dopiero o 17, więc coś trzeba było zjeść.
Miałyśmy jeszcze 4h do startu. 



Wróciłyśmy się później do biura zawodów, spytałyśmy się o szatnie czy jest czynna.
Nagle 5 osób, zaczęło się kłócić od której jest czynna szatnia, w odpowiedzi dostałyśmy, że mamy sobie iść sprawdzić.... Spytałyśmy się jednej Pani, czy możemy iść do toalety, byłyśmy tam zaledwie chwilę, a ona przyszła nam powiedzieć, że inni mają do niej pretensje dlatego iż pozwoliła nam iść do tej toalety, a mamy na zewnątrz Toi Toi'e... Wyszłyśmy stamtąd bo każdy na nas patrzył jak na intruzów. Poszłyśmy usiąść sobie na trawie, a dwie osoby specjalnie wyszły zobaczyć czy pójdziemy do tej szatni! I się patrzyli na nas chyba z 15 min!  Posiedziałyśmy tam z 30-40 min i poszłyśmy zobaczyć jak wygląda sytuacja z szatnią. Na szczęście była otwarta i trafiłyśmy bez problemu. Tam spotkałyśmy potem znajomą biegaczkę i poznałyśmy jeszcze jedną biegaczkę z Poznania.

Godzina do startu...
a my nie wiemy gdzie jest start!
I nie tylko my...
Jedni mówili, przy biurze zawodów, będąc tam kierowali nas do właściwego startu.
I tak od startu do startu. W końcu stwierdziłyśmy, że się wracamy i idziemy na "start honorowy" po drodze mówiłyśmy biegaczom, że mają się wrócić na tamten start, bo z niego mamy wystartować.
Dlaczego były niedociągnięcia ze startem? Ponieważ najpierw mieliśmy przemaszerować 0,5km z muzyką,
a następnie zatrzymać się na chwilę i ruszyć z właściwej linii startu, gdzie zaczynał się pomiar czasu.

Pierwszy raz odkąd jeżdżę na zawody, podobała mi się rozgrzewka!
Naprawdę świetna była! :) 





Trasa bardzo dobrze zabezpieczona przez medyków, dużo stało ich na trasie, również jeździli na rowerach,
za ostatnim biegaczem jechała karetka.

Trasa nie była nudna, dosyć fajnie się biegło.

Ten bieg potraktowałam bardzo treningowo, ponieważ ciągle mam problemy z łydkami.
Jednak na 6km spotkałam Asię!
Dziewczyna przeszła do marszu
Magda: Biegniemy, biegniemy jeszcze tylko 4km!
Asia: Ale mnie łydki bolą, już nie daję rady.
Magda: Mnie też bolą, chodź pobiegniesz ze mną.
Asia: Ale to jest okropny ból.
Magda: Wiem, ale damy radę! :)

Zwolniłam i zaczęłam z nią biec :)
Cały czas rozmawiałyśmy i biegłyśmy, nie zwracałyśmy uwagi już tak na łydki, chociaż łatwo nie było :)
Tak bardzo się cieszę, że mogłam pomóc dobiec komuś do mety! :)
Że Asia dzięki mnie przebiegła ten dystans, a nie przeszła :)
Obie wygrałyśmy walkę z łydkami! My się tak łatwo nie poddamy! :)

Nasze ostatnie metry do mety :) 


Na metę wbiegłyśmy wspólnie z czasem netto 01:02:29. 
Dystans - 10,5 km 

Niestety do życiówki daleko, ale nie to się wtedy liczyło, przecież biegłam pomimo kontuzji, dałam radę nie poddałam się, wygrałam walkę z nogami! W ogóle ten bieg był zupełnie inny od moich ostatnich startów i treningów, cieszę się, że biegłam, przebiegłam, dobiegłam :) 





Na mecie udało mi się, bo akurat szedł Pan z identyfikatorem "organizator" i poprosiłam, zeby mi dał całą butelkę wody.
Natomiast kilka minut za mną na metę, dobiegła Biegaczka z Poznania, którą poznałam w szatni i ją spotkała taka sytuacja, że stały 2 kubeczki ostatnie z wodą, podchodzi młody chłopak-wolontariusz i je zabiera. Ona do niego mówi, żeby dał jej jeden, a on na to, że nie da bo już nie ma wody, a ludzie jeszcze biegną. Udało jej się"wyrwać" mu z ręki jeden kubeczek, dzięki czemu mogła chociaż trochę się napić wody po biegu...

Posiłek po biegu składał się z zupy pomidorowej i drożdżówki. :) 

To mój zestaw po zawodach :) 


Strasznie się zawiodłam na organizacji tego biegu. Była beznadziejna. Biuro zawodów, szatnia, meta wszystko w różnych miejscach, zamiast blisko siebie. 
Na pewno w Pile mnie już nie zobaczycie, chociaż miałam wcześniej ochotę przebiec tam półmaraton, ale jeśli organizacja jest taka sama, to ja dziękuję.. I szczerze? To nie jest tylko moje zdanie, także już kilka osób stwierdziło, że wystartowało tam pierwszy i ostatni raz.  


Podsumowując minusy biegu: 
- Biuro zawodów i szatnia oddalone od siebie
- Osoby w biurze zawodów były mało zorientowane do czegokolwiek. 
- Niemiłe potraktowanie w biurze zawodów. 
- Nie doinformowanie zawodników skąd w końcu startujemy. 
- Na trasie, gdy biegacze z czołówki wyprzedzali resztę zawodników jechał motocykl policyjny i samochód i mówili, że mamy zbiec na prawy pas, bo lewym pasem miała biec czołówka.
- Dziwne sytuacje z woda na mecie.
- Depozyt czynny do 19, szatnia do 20, wszystko generalnie na styk, trzeba było się spieszyć.














niedziela, 27 kwietnia 2014

I Bieg 'Nasza Dycha' w Gostyniu.


Start: 27.04.2014 godz. 13:00
Dystans : 10km


Trasa biegu -  trochę nudna, ponieważ robiliśmy po dwie pętle, ale nie znam Gostynia, więc mimo wszystko biegło się sympatycznie.
Zrobiłam błąd na 4km, bo wzięłam kubek z wodą i wiedziałam, że to nie będzie dobry pomysł, wybiło mnie to z rytmu, nogi nagle zaczęły mocniej boleć, jedna, druga łydka, stopa, palec. I tak przez dobre 3 km.
Potem próbowałam wmówić mojej głowie, że jednak mnie nie boli za bardzo i mogę biec szybciej.
Najlepszy komentarz dziewczynki stojącej z rodzicami, pokazuje na mnie palcem i mówi "Czemu ta Pani tak dziwnie biegnie?" No niestety biegam ostatnio śmiesznie, bo automatycznie biegam tak, żeby jak najmniej odczuwać ból.
Kibiców praktycznie nie było, a jak byli to dopingowali swoich zawodników, także sama musiałam się w myślach dopingować :D "Biegnij Madzia, biegnij" :D jest moc! :D
Najbardziej podobał mi się finisz, biegła przede mną dziewczyna, chłopak który ją wyprzedzał, a ja stwierdziłam, że chcę ich wyprzedzić, mnie dopingowała Mama, jego znajomi, także ostatnie 100m się ścigaliśmy :D Więc na metę wbiegłam z ogromnym uśmiechem od ucha do ucha :D :))))))
Gorzej było po biegu, chciałam przejść się do medyków, ale ich już nie było, uznaję to za minus tej imprezy, ponieważ powinno to być inaczej zorganizowanie. Jesli karetka wyjeżdża na trasę, to na mecie powinien też być ktoś z medyków.
Ogólnie organizacja dobra, po biegu od razu na mecie izotonik, potem ciepły posilek (kiełbasa z grilla), placek drożdżowy i jabłka.

Jestem strasznie zadowolona z tego biegu! Pomimo kontuzji i mojego ostatnio żółwiego tempa, dałam radę! :) Oficjalny czas netto : 57m:28s. do życiówki daleko, ale to się teraz nie liczy!:)
Brakuje mi tej lekkości biegu, którą miałam w zeszłym sezonie, czuję taki ciężar i brak mocy, mam nadzieję, że to chwilowe!
Gdzieś też uciekł mój duch walki, ale i tak wygrałam, bo nie ma opcji żeby się zatrzymać, wtedy nie mogłabym powiedzieć, że przebiegłam!

Potrzebowałam doładowania endorfinami i takich 10km biegu. Fakt faktem mam problem z łydkami i odpuszczam treningi na razie, jeszcze 1 maja start w zawodach na 10km i 3 maja półmaraton, za zawody zapłaciłam i nastawiłam się na nie, nie będzie życiówek jak planowałam, ale będe się cieszyć tym, że biegnę! :) Mam nadzieję, że szybko wróce do formy i będzie co raz lepsza, we wtorek czeka mnie wizyta u fizjoterapeuty ;-)


Pakiet startowy ( skarpetki chyba do oprawienia w ramkę :D)



Rozgrzewka 

Start :) 

Ostatnia prosta do mety :) 


Tuż po biegu :))))))))) 


Bo biegacze to szczęśliwi ludzie!!!!!
:)))))))))))))))))))))))))))))) 

Medal.
Jedna część z sześciu.
Wszystkie części mają utworzyć herb Gostynia, także mam nadzieję,
że przez kolejne 5 edycji będę mogła wziąć udział w każdym biegu :D



"Biegacz to nie ten, kto szybko biega. To ten, który nie ustaje w walce."