niedziela, 28 grudnia 2014

Podsumowanie I biegowego sezonu :)



Pierwszy biegowy sezon dobiegł końca, co nie oznacza, że przestałam biegać. 
Nigdy w życiu! Nadal cieszę się przebiegniętymi kilometrami, jednak jak na razie bez spiny i planu treningowego, jest pełen fun z biegania! :)  

Jak wyglądał ten rok ? 
Zobaczcie sami, zapraszam do przeczytania :) 


08.03.2014 bieg Winter Run 3. - 10,8km

Zrobiłam życiówkę i zgarnęłam nagrodę! :) 






06.04.2014 - 7 Poznań Półmaraton - 21km 097 m 

Półmaraton jak półmaraton, życiówkę zrobiłam, satysfakcji nie było. :) 




..i zaczął się ciężki czas - KONTUZJA. 



27.04.2014r. - Nasza Dycha Gostyń - 10km 

Pomimo kontuzji, dałam radę i dobiegłam, chociaż było ciężko,
po biegu chodzić prawie nie mogłam... 

 



01.05.2014 - III ĆwierćMaraton Muzyczny - Piła - 10km 

Kontuzja nie pozwalała na zadowalający mnie bieg, ale na trasie spotkałam biegaczke, która też kontuzje miała, więc zwolniłam i biegłam z nią, żeby zmotywować, pomogłam skutecznie, bo inaczej Asia by do mety szła-biegła, a dzięki mnie dobiegla :) 


Miał być półmaraton w Trzemesznie, jednak poszłam po rozum do głowy i powiedziałam - NIE!
Jak się później okazało trasa była dosyć wymagająca, także dobrze zrobiłam, że zrezygnowałam,
bo mogłabym sobie tylko bardziej kontuzje pogorszyć i męczyć się na trasie, byleby dobiec..

Kontuzja trochę odpuściła pod koniec maja.



01.06.2014 - II Puszczykowski wyścig po uśmiech - Puszczykowo - 8km 

Powiedziałam sobie, że chcę zająć na pierwszym biegu po kontuzji, zwyczajnie 3 miejsce.
I wiecie, że jak się czegoś naprawdę chce to da się to wybiegać? :)
Nieprawdopodobne! Udało się! 






14.06.2014 - II Nocny Półmaraton we Wrocławiu - 21 km 097m 

Pomimo przerwy w treningach spowodowanej kontuzją udało się wybiegac życiówkę. :)
Atmosfera na tym półmaratonie była świetna! 




29.06.2014 - VI Bieg w Pogoni za Żubrem - Puszcza Niepołomicka - 8km 

Na trasie zmotywowałam kilku biegaczy, w tym jednego chłopaka,
z którym biegłam kilka km, jak się okazało też był z Poznania!
Spotkać Poznaniaka na biegu pod Krakowem ? - niesamowite! :) 

Byłam najszybszą studentką! :) 





11.07.2014 - NOCNA MANIACKA PIĄTKA - 5km 

Wybiegałam piękną życiówkę na 5km - 22m:44s :))))







23.08.2014 - Pierwsza Wieczorna Marcelińska Dycha  - 10km 

Życiówka na trasie niestety bez atestu;)
i 3 miejsce wśród kobiet! :) 





31.08.2014 - I BMW Półmaraton Praski - 21km 097m 

Wybiegałam życiówkę - 1h:47m:55s 







12.10.2014 - 15 Poznań Maraton - 42km 195m 

Jeszcze tydzień wcześniej zastanawiałam się, czy pobiec maraton, czy dam radę przebiec cały, czy nie pogorsze kontuzji.
Ale jednak nie poddałam się i powiedziałam sobie, że go przebiegnę!

Poprawiłam minimalnie życiówkę - 3h:53min:15s

Niestety czas miał być lepszy, ale sukcesem podczas kontuzji było dla mnie to że przebiegłam ten nieprzewidywalny dystans! 






11.11.2014 Bieg Niepodległości - Warszawa - 10km 

Plany były ambitne, niestety byłam chora, 2 dni wcześniej skończyłam brać antybiotyk.
Odbiła mi sie choroba na biegu, czułam się fatalnie, zero mocy, zero sił.

Wybiegałam życiówkę na 10km - 48min:17s  





16.08.2014 Marceliński Bieg Jesienny - 12 km 




7.12.2014 Półmaraton Świętych Mikołajów w Toruniu - 21km 097m 

Zupełnie lajtowy bieg, run 4fun ! :)))) 







28.12.2014r. II Towarzyszki Bieg Sylwestrowy - Środa Wlkp. - 5km 

RUN 4FUN! Dobiegłam jako pierwsza kobieta :D




14 medali, 3 puchary, w nogach prawie 1500km! 


Śmiało mogę powiedzieć, że sezon był bardzo udany.
Gdyby nie studia, startowałabym częściej w zawodach. :)
 

Jestem nastawiona na przyszły sezon bardzo optymistycznie, także mam nadzieję, 
że będzie dużo lepszy od minionego! :)






"Aby osiągnąć sukces pierwsze co musisz zrobić to zakochać się w ciężkiej pracy." 


czwartek, 27 listopada 2014

Spełniaj swoje marzenia!


Marzenia sa po to, aby je spełniać, prawda? :) 

Marzenia każdy z nas ma od dziecka.
Dziewczynki marzą o tym, żeby zostać Księżniczką, albo mieć najnowszą lalkę Barbie.
Chłopcy marzą o tym, żeby zostać Piłkarzem i o najnowszej kolekcji klocków Lego. 

Z wiekiem marzenia rosną w siłę. 


Dziewczyny chcą zostać modelkami,a chłopcy marzą o dobrym samochodzie czy motocyklu. 
Po drodze spełniają się mniejsze marzenia. Doostaliśmy się do wymarzonego liceum, kupilismy nowe rzeczy, bylismy na wakacjach, wygraliśmy jakieś zawody. 
Każdy człowiek jest inny, każdy ma swoje marzenia. Jedni wolą mieć "realne" i mniejsze marzenia, które powoli realizują, inni "rzucają się



Marzenia każdy z nas ma od dziecka.
Dziewczynki marzą o tym, żeby zostać Księżniczką, albo mieć najnowsza lalkę Barbie. 
Chłopcy marzą o tym, żeby zostać Piłkarzem i o najnowszej kolekcji klocków Lego. 

Z wiekiem marzenia rosną w siłę. Dziewczyny chcą zostać modelkami, a chłopcy marzą o dobrym samochodzie czy motocyklu. Po drodze spełniają się mniejsze marzenia.. Dostaliśmy się do wymarzonego liceum, kupiliśmy nowe rzeczy, byliśmy na wakacjach, wygraliśmy jakieś zawody. 
Każdy człowiek jest inny, każdy ma swoje marzenia. Jedni wolą mieć "realne" i mniejsze marzenia, które powoli realizują inni "rzucają się na głęboką wodę i mają marzenia niemalże nie do spełnienia. Jednak każdy z nas ma takie "podstawowe marzenia" wygrać w Lotka?! Oj tak kto by nie chciał. Ba, ja nawet znam takich, którzy wygrali! No bo prawda jest taka, że mamy kasę, mamy wszystko. Nie ma kasy, nie ma nic. Każdy z nas chciałby być w życiu szczęśliwy. Mieć stabilną, pewną przyszłość i nie martwić się o nic. To kiedy uzbieramy na remont mieszkania? Na nowy samochód? Może wakacje zagraniczne? Skąd weźmiemy pieniądze na wesele? Przecież jak nie zaprosimy tej ciotki, czy tamtej kuzynki to się obrażą. Ale wesele podobno się wraca, w sumie zależy od rodziny. No dobra, a co dalej płacić dzierżawcy, a do tego lepiej mieszkać w swoim domu niż w bloku. Duży dom z ogrodem to jest TO, prawda? Obok garaż z "wypasionym" samochodem. Latem na tarasie zapraszacie znajomych i robicie grilla, impreza na całego. Ile osób marzy o własnym domu? Ile osób spełnia swoje marzenie? Zapewne wiele. Tylko kup taki dom z ogrodem. To nie takie hop siup. Bez kredytu (na przykład taki ) nie da rady. No tak, ale marzenia są po to, żeby je spełniać. Twoje życie przecież zależy od Ciebie, wszystkie decyzje podejmujesz sam. 

Twoje życie jest w Twoich rękach. 
Żyj, walcz, działaj i spełniaj swoje marzenia! 
Wykorzystaj życie na maxa! Bądź zadowolony!


niedziela, 23 listopada 2014

Bieg Niepodległosci.

Start 11.11.2014 ok. godz 11:11
Dystans : 10km
Miasto : Warszawa



Dzięki Shape It miałam możliwość wzięcia udziału w największym biegu w Polsce!
Uczcić Dzień Niepodległości w wyjątkowy sposób, wśród biegaczy, tworząc podczas biegu biało - czerwoną "żywą" flagę.

Plan na bieg był jasny 47-48min w towarzystwie Bartka, którego poznalam podczas półmaratonu praskiego :) Gdyby nie to, że nie biegałam od tygodnia, bo byłam chora i antybiotyk mnie dodatkowo osłabił, pobieglibyśmy na te 45min, ale cóż następnym razem!

Budzik dzwoni o 7, Ewelina mówi "Madzia wstawaj", no to myk, najpierw zjeść śniadanko.
Bułka z dżemem i herbata. Strój, makijaż, jakieś zdjecia i lecimy na autobus.
W Arkadii odbieramy pakiety, czekamy na dziewczyny z drużyny, robimy wspólne zdjęcie.



Szybko zanosimy rzeczy do depozytu, czekamy w kilkunasto minutowej kolejce do toalety i rozgrzewamy się w Arkadii. Pierwszy raz biegałam i rozciągałam się w centrum handlowym. :)

Czas nas goni, więc na start biegniemy sobie, ludzi tłumy, trzeba iść, znaleźć swoja strefę :)

Dobija godzina startu. Tyle tysięcy ludzi śpiewa Mazurka Dąbrowskiego, żeby uczcić odzyskanie niepodległości przez Polskę. 

Najpierw ruszyli zawodnicy pierwszej strefy, chwilę później przyszła chwila na nas. :) 

No to lecimy! Słuchawki w uszach, muzyka jest i kilka wspólnych km przed nami. :) 

I cała magia kończy się na pierwszych kilometrach. Głowa chce, nogi chcą, ale mocy nie ma...
3km najgorszy, znowu, znowu boli mnie żołądek, ale nie moge się poddać, no bo jak.. to nie w moim stylu :) 





Górka na ok 3-4km mnie zniszczyla jak zawsze :D Ale Bartek motywował jak mógł :)

Raz był uśmiech, raz był ból, generalnie łatwo nie było, zobaczcie sami... 



ale my biegamy w najwspanialszej drużynie na świecie! <3 : 




Do mety 2km, Bartek motywuje, mówi trzymaj moje tempo, dasz radę!
I z tyłu słyszę "Magda dajesz" kolega z Bartkowej drużyny do nas dobiegł :)
I tak pokonaliśmy ostatnie metry do mety, DZIĘKUJĘ ! :) 





Na mecie już było zmęczenie i radość :)




I spotkałam Łukasza z RunEat.pl



a to już moja drużyna w komplecie ! :)
Jesteście najlepsze dziewczyny! 




Generalnie dobiegliśmy do mety w 48min17s co dało mi nową życiówkę na 10km na trasie z atestem :)


Ogólnie nie mam zastrzeżeń do biegu, trasy itp.
Jednak nie dla mnie są takie duże biegi, wolę jak biegnie tak 7-8 tysięcy, a tutaj jednak wszędzie tłok. :)
Jeszcze pewnie kiedyś do Warszawy wybiorę się na tego typu bieg mimo wszystko. ;)








środa, 22 października 2014

15 Poznań Maraton


5:45 budzik wyrywa mnie ze snu..
Wstaję od razu, kieruje się do kuchni żeby jak najszybciej zjeść śniadanie. 
Trener powiedział, ze w dniu startu powinniśmy zjeść posiłek o 6 rano, a później dopiero na trasie żele.
Standardowo jem jajecznicę i bułkę z dżemem, sprawdzony przedstartowy posiłek przed dłuższym biegiem.
Zakładam strój startowy, robię standardowy makijaż i 2 warkocze, 
sprawdzam czy wszystko co potrzeba spakowałam do plecaka i w drogę!
Na Targach jestem parę minut przed 8.
Umówiliśmy się z trenerem na godzinę 8 na stosiku Asicsa.
Rozgrzewka przesunęła nam się w czasie, a korzystając z okazji, 
udało mi się porozmawiać z Wojtkiem - który prowadzi FunPage Pan Żabka trenuje.

Z Wojtkiem - Pan Żabka Trenuje

Z Panem Jerzym Skarżyńskim :) 


Później ostatnie porady trenera przed startem, wywiady i zdjęcia do Radia Eska i robimy rozgrzewkę.
Do startu zostaje 8min, zaczyna sie robić nerwowo, szybko zaliczam ostatnią wizytę w "Toice" żeby na trasie nie mieć żadnych problemów. Próbuję odszukać się z Mamą, której miałam dać plecak, jednak jesteśmy niby blisko siebie, ale nie możemy się zlokalizować, muzyka, spiker mówiący przez megafon..
Zaczyna się odliczanie ostatnich minut do startu, czas leci nieubłaganie, wchodzę szybko do strefy A, decyduje się oddać plecak dziewczynie z ochrony i czas Start!
Wystartowaliśmy !!!
Kibiców full, emocje, stres, adrenalina.
Przez pierwsze 3 km rozmawiam przez telefon, wyjaśniam Mamie komu oddałam plecak, żeby go odebrała.
Biegacze się ze mnie śmieją i pozdrawiają moją Mame :)
W końcu po kilkunastu minutach biegu dostaję pozytywną informację, że plecak odebrany, wiec mogę spokojnie biec dalej.
Próbując schować telefon spada mi na asfalt, w pierwszej chwili nie wiedziałam, ze spadł mi cały telefon, dziękuję Biegaczowi który mi go podał! 
Jakoś zakładam opaskę na rękę - miałam pożyczoną od kolegi, bo moja zaginęła w akcji przeprowadzki, więc generalnie stan opaski był niepewny i wywoływał u mnie dodatkowy stres.
Dobiegamy do stadionu, na murawie byłam raz w życiu, teraz miałam okazję przebiec, pomachać do kamery i przeżyć niesamowitą przygodę - przynajmniej tak o tym myślałam, jednak szczerze? Szału na mnie przebieg przez stadion nie zrobił.




Na 7km poznaję przesympatycznego Biegacza! Sebastian biegnie na czas 3:30, zaczynamy rozmawiać, o bieganiu, regeneracji, treningach, kilometry i czas w tak miłym towarzystwie ucieka szybciej!
Na 8km Krzysiek, którego znam z bloga Granice możliwości, podaje mi wodę, DZIEKUJĘ!
Ok. 12km dogania mnie kolega z Eskadry, który pyta się na jaki czas biegnę i jest zdziwiony, 
że trzymam dobre tempo i na dodatek rozmawiam. 
Run 4 fun najlepszy prawda? :)
Z Sebastianem udaje mi się biec gdzieś do 16km, ja czułam że mnie trochę męczy bieg i bardziej zbliżalam się ku tempu 5min/km, także się rozstaliśmy.




W międzyczasie spotykam znajomych wśród kibiców, 
dzieki za świetny doping Malwinie z bloga Run for beauty and fun! :)

Około 17km dogania mnie kolejny kolega z Eskadry, zaczynamy biec koło siebie. 
18km mó brat z Moniką czekają, aż pobiegnę żeby podać mi wodę, 
przy okazji Monia nagrywa pozytywny filmik Maratończyka :) Zobaczcie sami :

video


W końcu biegniemy Hetmańską, zawsze na biegach czekam aż będziemy biec w tym miejscu, najprawdopodobniej zaczynam inaczej przeliczać kilometry do mety i cieszę się co raz bardziej, że biegnę. 

Kolega z Eskadry raz jest przede mną, raz za mną, jednak pomimo dobrego przygotowania coś nie idzie po jego myśli, próbuje go motywować, jednak nie zmierzę się z jego myślami, bólem i jakkolwiek by to nazwać, rozstajemy się coś koło 22km. 




Biegnę dalej, myślę, biegnę, myślę, wspominam... 





Aż tu nagle ku mojemu zdziwieniu spotykam Łukasza! Poznaliśmy się przypadkowo na targach w piątek, wcześniej mieliśmy kontakt przez mój FunPage, 2 tygodnie wcześniej biegł maraton w Berlinie, ukończył go z czasem 3h:16min:18s dlaczego spotykam go na trasie? No właśnie, można być świetnie przygotowanym, ale to nie będzie Twój dzień, coś będzie nie tak i zwyczajnie marzenie ukończenia biegu w założonym czasie legnie w gruzach. Gratuluję Łukaszowi ukończenia maratonu, przebiegnięcia go z głowa i słuchania swojego organizmu!  

Biegniemy wspólnie dobre 8km. Niestety musimy się rozstać, więc zaczynam biec sama, walczyć sama.. 
Bieg jak bieg, lubię długie biegi wiem, że mój organizm je lubi i tylko kwestia nastawienia i nakierowania myśli w głowie, a będzie tylko lżej się biegło. 





Kilometry mijają nieubłaganie, jestem ogromnie zdziwiona i pod wrażeniem, jak wiele osób kojarzy mnie z FunPage, dziękuję za każde słowo, każdy doping, każdy uśmiech, to pomaga, bieg staje się lepszy. :) 
Chociaż skrzydeł nie dodaje mi już nic, bo zwyczajnie podbiegi, które zaczęły się po 20km dały popalić moim nogom, jeszcze tydzień wcześniej nie wiedziałam czy w ogóle dam radę zmierzyć się z Królewskim Dystansem, stan moich nóg był co raz gorszy, ale jeśli powiedziałam A to powiem i B, ja się nie poddaje, jakbym czuła, że naprawdę mogę sobie tym biegiem zaszkodzić- zeszłabym z trasy i nie jako przegrany, tylko jako zwycięzca, bo ukończyć maraton pomimo różnych dolegliwości i bólu to nie sztuka, ale ukończyć i być przez to wykluczonym z biegania na kilka, kilkanaście tygodni to przegrana. 



Jak nigdy czuję mięśnie pośladkowe i uda! Pomimo tego, że niby podbiegów miało nie być i w Poznaniu podobno owych nie ma, to jednak minimalne były i gdy zostaje nam ostatnie 10km które zazwyczaj jest podobno najcięższe tak my dostajemy jeszcze cięższa trasę, dawało się to we znaki i odczuwałam dyskomfort w nogach. 




Organizm nawadniałam cały czas, ponieważ biegłam z butelką wody, co okazało się naprawdę dobrym rozwiązaniem! 
Jednak przed maratonem usłyszałam nie jemy bananów! 
Tak więc niestety ich nie jadłam.. 
Brałam jedynie tabletki z potasem i magnezem, zjadłam 5 żelków,
 na bodajże 35km wzięłam kilka kostek cukru, bo już zaczynało mi brakować energii.. 
od 38km zaczęłam normalnie odczuwać głód, na 40km zjadłam w końcu banana i już biegło się odrobinę lepiej. 
Nigdy nie popełnię tego błędu, będę słuchać swojego organizmu i postaram przekonać się do żeli, 
a w razie czego będę korzystać z bananów na punktach odżywczych, bo myślę, że gdyby nie to, że mocy zaczęło mi brakować byłoby trochę lepiej! ;) 






Ostatnie 3 km były bardzo ciężkie.. Niby ostatnie proste do mety, ale miałam wrażenie, 
że więcej jest górek niż prostej drogi! Nogi co raz cięższe, sił co raz mniej, ale w głowie krąży myśl, 
ze zaraz się ta bajka trasy 15 Poznańskiego Maratonu skończy i będzie upragniona meta. 

Ostatni kilometr, jest ostatni kilometr!!! 
Widzę już targi, 700m i jestem, zatrzymam się i skończy się ta katorga! 
Własnie taka myśl krążyła w mojej głowie na ostatnich 700m "koniec tej męczarni". 









Próbuję wykrzesać ostatnie siły z nóg, ale za wiele ich nie zostało, wbiegam na metę z czasem 3h:53m:15s, udaje mi się poprawić życiówkę zaledwie o 47s, dumna nie jestem, zwycięzcą też nie jestem, ale jestem zadowolona, że pomimo tego wszystkiego co przechodziłam przez ostatnie przed maratońskie 3 tygodnie ukończyłam bieg, przebiegłam 42 km 195m i dostałam pienny medal! Dla takich chwil warto biegać :)  






Pomyśleć, że biegłam i myślałam jak idzie Marcinowi, on się zastanawiał czy jestem przed nim czy za nim, celowaliśmy planowo w taki sam czas, każdy zmierzył się z dystansem sam, spotkaliśmy się tuż za linią mety, ponieważ wbiegł 20s za mną, gdybym wiedziała, że biegnie za mną to bym na niego poczekała na trasie :D :)







Na Targach spotkałam Gosię Endorfinę :) 

I kolejny kolega którego znam dzięki FP. :) 

Mateusz z FP Mateusz Świderski - Trzask Migawki,
kolejne przypadkowe spotkanie dobrze, że poszłam po to piwo! :D



Udało mi się w końcu poznać naszego małe bohatera - Bartka oraz Damian i Karolinę i kilka osób z Bartkowej drużyny, którzy przejechali tyle km żeby pobiec maraton w Poznaniu! :) 





Drużyna Eskadry z trenerem :) : 

Cieszę się, że mogłam w ten sposób przeżyć maraton i przygotowania do maratonu, miło było poznać! :)




Podsumowując : Był to dla mnie ciężki start, przypominając sobie zeszłoroczny debiut gdzie czas miałam niemalże identyczny, przebiegłam maraton na totalnym luzie, z dużym zapasem sił na mecie i zerowym zmęczeniem, tak w tym roku było ciężko, ale wiedziałam, że lekko nie będzie, niestety męczyłam się strasznie i fizycznie i psychicznie przed maratonem, stan moich nóg był fatalny, jednak przebiegłam, jestem spokojna, teraz jeszcze odpoczywam, 
ale niedługo wracam na biegowe ścieżki, i zaczynam przygotowywać się do kolejnego sezonu. 
Bo nie biega się dla życiówek, czasów i pokazania innym jak to się jest dobrym..
Biega się dla zabawy, dla wniesienia czegoś sensownego do swojego życia, dla poczucia wolności, zresetowania stresu, lepszego samopoczucia, 
wiecznego optymizmu i luźnego podejścia do życia! Bo bieganie ukazuje pewne wartości, wiele uczy i otwiera oczy, 
a przede wszystkim biegając pokonujemy swoje słabości, udowadniamy sobie że można, stajemy się silniejsi.. tak po prostu DLA SIEBIE! :)